Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/142

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Przyjaciela mego i towarzysza niema w domu, może pan zająć jego pokój.
— A nie wróci on jutro?
— Nie, nie jutro.
— Dlatego, że widzisz, mój drogi chłopcze — rzekł ciszej, porozumiewająeo dotykając palcem mej piersi — trzeba być ostrożnym.
— Dlaczego ostrożnym?
— Bo za to — śmierć.
— Jakto śmierć?
— Zesłany byłem dożywotnio. Powrót do ojczyzny — to śmierć. W ostatnich czasach wielu wracało i napewno mnie powieszą, jeśli odkryją.
Tylko tego brakło! Nieszczęśliwy nie tylko, że nałożył na mnie ciężkie brzemię swych dobrodziejstw, ale jeszcze ryzykował życie, aby mnie zobaczyć i wręczyć swe kapitały w me ręce. Gdybym czuł doń gorącą miłość zamiast wstrętu, gdyby był dla mnie przedmiotem uwielbienia i czułego przywiązania, to i wówczas podobne oznajmienie wystarczyłoby, aby uczynić mnie nieszczęśliwym. Ale wówczas przynajmniej troska o jego bezpieczeństwo byłaby dla mnie potrzebą duszy.
Pierwszą mą czynnością było zasunięci stor, aby nie było widać światła w pokoju, potem zamknięcie drzwi na klucz i zasuwę. Gdy stał przy stole i jadł suchary, zapijając rumem, w wyobraźni mej jasno zarysował się obraz