Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/140

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dżentelmen jak ty, taki młodzieniec, jak ty, nie mógł ich zdobyć i bez tego; ale pieniądze w każdym razie pomogą. Daj mi dokończyć opowiadania. W tej chacie, gdziem służył, zyskałem dość od gospodarza, który z początku był tem samem co ja, ale umarł, nie zdoławszy zrobić majątku; zostałem wolny i zacząłem zarabiać sam na siebie. Każdy interes, którego się imałem, przedsiębrałem dla ciebie. Niech mnie Bóg skarze — mawiałem, do jakiegokolwiek interesu się zabierając — jeśli tego nie czynię dla niego!“ Interesy udawały mi się doskonale. Jak już ci mówiłem, zyskałem przez, to sławę. Pozostawione mi przez gospodarza pieniądze i zasługi za pierwsze lata wysłałem do pana Dżaggersa — dla ciebie; pojechał do ciebie, spowodowany mym listem.
O, gdyby był wcale nie przyjeżdżał! Lepiejby był zostawił mnie w kuźni, niezadowolonym z losu, ale stokroć szczęśliwszym!
— Potem, drogi Pipie, była dla mnie pociechą i nagrodą świadomość, że stwarzam dżentelmena. Niech sobie konie kolonistów obrzucają mnie błotem i prochem, gdy idę piechotą. Cóż wówczas mawiałem sobie? Mawiałem: stwarzam dżentelmena, doskonalszego od was wszystkich! A jeśli, który z nich powiedział: „przecież on był skazańcem niedawno i choć szczęśliwy, zawsze jest ordynarnym, nieociosanym człowiekiem, odpowiadałem: —