Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/105

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Przytem pan Uemnik własnemi rękami urządził ten mechanizm — dodała pani Skiffins.
Kiedy pani Skiffins zdejmowała kapelusz — Uemnik zaproponował mi, bym obszedł jego posiadłość, aby przyjrzeć się zimowemu wyglądowi wyspy. W nadziei, że da mi możność poznania swych uolworckich przekonań, zacząłem zaraz, skorośmy tylko wyszli z mieszkania, rozmowę o przedmiocie swych odwiedzin.
Oznajmiłem Uemnikowi, że chciałbym pomódz Herbertowi Poketowi, a nie zapomniałem również dodać o pierwszem naszem spotkaniu i walce, o rodzinie Herberta, jego charakterze i środkach utrzymania, zupełnie zależnych od jego ojca i dlatego niepewnych. Nadmieniłem o korzyściach, jakie odniosłem z obcowania z nim, kiedy jeszcze byłem prostym i nieokrzesanym i zaznaczyłem, że źle za to mu się odwdzięczyłem. Znacznieby się lepiej prowadził, gdyby mnie nie poznał. Nie wspominając o pani Chewiszem wtrąciłem, żem wszedł mu w drogę, ale pomimo tego uważam go za niezdolnego do podłości, zemsty lub podstępnych przeciw mnie knowań. Z tych wszystkich przyczyn, a także dlatego, że jest mym drogim1 przyjacielem i towarzyszem, chciałbym, by me powodzenie i jemu przyniosło pożytek i w tym celu pragnę skorzystać z doświadczenia Uemnika, z jego znajomości