Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/104

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


snąć sobie ręce. Starzec z takim zachwytem kręcił się koło mostku, że nawet nie proponowałem mu swej pomocy i spokojnie czekałem, aż Uemnik przejdzie i przedstawi mnie towarzyszącej mu damie.
Pani Skiffins była sucha, jakby z drewna; z wyglądu o dwa lub trzy lata młodsza od Uemnika miała widocznie jakąś zdolność poruszania się. Krój jej sukni od stanu do pleców tak z przodu, jak z tyłu przypominał latawiec a pomarańczowy kolor sukni i zielone rękawiczki grzeszyły jaskrawością.
Było to jednak widocznie zgodne z usposobieniem właścicielki, która z wielkiem uszanowaniem zwracała się do starca. Od razu poznałem, że była codziennym gościem, bo gdym zaczął wychwalać przed Uemnikiem sprytny sposób, jakim dawał znać o swem przybyciu, zwrócił mą uwagę na drugą stronę kominka, a sam się oddalił. Za kilka chwil, coś znowu zaskrzypiało w ścianie, otworzyły się drugie drzwiczki z napisem „pani Skiffins“, potem zamknęły się a otworzyły się poprzednie z napisem „Jan“. Kiedy Uemnik wrócił, a ja wyraziłem podziw nad jego talentem do mechaniki, odpowiedział:
— Tak, to i zabawne i pożyteczne dla ojca. A musisz pan wiedzieć, że ze wszystkich odwiedzających zamek, znają tajemnicę tego urządzenia ojciec, pani Skiffins i ja.