Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Przez cały czas rozmawialiśmy półgłosem, wiedząc, jak czułym jest słuch pana Dżaggersa. Obecnie pokazał się we drzwiach z ręcznikiem w rękach, a Uemnik natychmiast włożył palto i zgasił świece. Wyszliśmy we trójkę, ale na rogu rozdzieliliśmy się; Uemnik poszedł w swoją stronę, ja z Dżaggersem w swoją.
Nieraz tego wieczoru żałowałem, że pan Dżaggers nie ma w Gerard-strit ani ojca, ani armaty, słowem nikogo i niczego, coby mogło rozchmurzyć jego zasępione brwi. Niezbyt przyjemną była dla mnie świadomość, że moja obecność nie rozjaśniła tej mrocznej atmosfery wiecznego śledzenia i podejrzeń, jaką otoczył mnie pan Dżaggers. Był tysiąc razy mędrszy i lepiej wychowany niż Uemnik, ale mimo to tysiąc razy wolałbym mieć Uemnika na obiedzie. I nie na mnie samego wywarł on takie przygnębiające wrażenie, bo gdy wyszedł, Herbert patrząc w ogień, rzekł mi, że czuje, jak gdyby kiedyś, bardzo dawno, spełnił przestępstwo i zupełnie o niem zapomniał, a teraz dopiero zaczynają go dręczyć wyrzuty sumienia.






Rozdział VIII.

Następną niedzielę poświęciłem wyprawie do Uemnika. Kiedym podjechał do jego domku, ujrzałem, że flaga groźno powiewała nad ba-