Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/100

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Tamizy, ot i koniec. Jeśli pan da pieniądze przyjacielowi, także pan z niemi skończy! A nawet będzie przytem mniej korzyści i zadowolenia.
Mówiąc to, szeroko otworzył usta.
— Jednakże to nie pocieszające.
— Dlatego też powiedziałem.
— A więc pańskiem zdaniem człowiek nigdy nie powinien...
— Dawać drugiemu ruchomego majątku? Naturalnie, że nie, chyba że chce się od niego uwolnić i to jeszcze pytanie, wiele może poświęcić.
— I to pańskie przekonanie, panie Uemnik?
— Takie jest moje przekonanie tu w kancelaryi.
— Aha! Ale czy będzie takiem w Uolworcie?
— Panie Pip, Uolwort swoją drogą, kancelarya swoją drogą. Zupełnie jak mój ojciec jedno, Dżaggers drugie. Nie można ich mieszać. Moje uolworckie przekonanie można poznać tylko w Uolworcie, a tu poznaje pan tyiko moje urzędowe przekonanie.
— Dobrze, dobrze — rzekłem, czując, że ciężar zwalił mi się z piec. — W takim razie napewno odwiedzę pana w Uolworcie, może pan być pewny.
— Serdecznie proszę.