Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/096

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


weźmie obecnie w swe ręce interesy, tylko co kwartał będzie pan odbierał od Uemnika sto dwadzieścia pięć funtów; wszystko to do chwili, w której będziesz pan miał do czynienia z samym sprawcą swego stanu a nie z jego pełnomocnikiem. Mówiłem już panu, że jestem tylko jego pełnomocnikiem. Postępuję według danych mi poleceń i odbieram za to płacę. Uważam to postępowanie za nadzwyczaj niemądre, ale mnie nie za to płacą, abym sądził, czy zlecenia są mądre, czy niemądre.
Zacząłem coś prawić o swej wdzięczności dla dobroczyńcy za jego szczodrość, ale Dżaggers zatrzymał mnie, mówiąc zimno:
— Nie płacą mi za to, abym im oznajmiał pańskie słowa.
Poprawił fałdy fraka i znów nasępiwszy brwi zaczął obserwować trzewiki.
Po chwili rzekłem:
— Zadałem panu jedno pytanie a pan polecił mi poczekać. Sądzę, że nie zrobię nic niedorzecznego, jeśli je powtórzę.
— Cóż to było?
— Nie wie pan, czy mój dobroczyńca prędko... — tu zaciąłem się.
— Cóż prędko? To jeszcze nie pytanie.
— Czy prędko przyjedzie do Londynu? Lub wezwie mnie do siebie?
— No, widzi pan, teraz muszę przypomnieć panu ów wieczór, gdyśmy po raz pierwszy się spotkali. Co panu wówczas powiedziałem?