Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/079

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Jednakże, choć Estella była prawie wyłącznym przedmiotem mych marzeń i mego niepokoju, trudno mi stwierdzić o ile sprawcą tego zatrważającego stanu była Estella, o ile zaś me nadzieje. Chcę przez to powiedzieć, że gdybym nie miał zupełnie nadziei i Estella była wyłącznie przedmiotem mych marzeń, nie wiem czy stan mój o wiele różniłby się od obecnego. Co się zaś tyczy wpływu, jaki miały me nadzieje na otoczenie, znacznie łatwiej go określić i sam odczuwałem, choć niezbyt jasno, że nikomu nie przynosiły one korzyści, najgorzej zaś oddziałały na Herberta. Moje marnotrawne nawyknienia doprowadziły i jego do długów, których nie mógł spłacić; słowem, zakłóciły mu normalne życie i naruszyły spokój. Wcale nie wyrzucałem sobie, że pobudzałem mimowoli i innych z rodziny Poketów do podłostek; charaktery ich bowiem były tak marne, że jeśli nie ja, to kto inny doprowadziłby ich do takiego stanu. Co innego Herbert; sumienie często mi wyrzucało, żem źle mu się przysłużył, zmieniając jego skromne, stare meble na nieestetyczne wytwory współczesnej sztuki i oddając na jego usługi nowego grooma w liberyi.
W taki sposób, wyszukując coraz nowe przyjemności, zacząłem brnąć w ogromne długi. Nie mogłem jednak robić długów, aby Herbert równocześnie ich nie zaciągał; pręd-