Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/078

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


wiedziałem, że nigdy nie będę szczęśliwym w jej obecności.
Z rozbitem sercem siadłem do karety, aby wrócić do Hammersmit. Przy naszym domu spotkałem małą Dżen Poket, wracającą z jakiegoś wieczorku dla dzieci w towarzystwie swego wybranego. Zazdrościłem temu dziecku, mimo, że było ono pod dozorem Flopson.






Rozdział VI.

W miarę przywykania do swych nadziei mimowoli zacząłem dostrzegać ich wpływ na mnie samego i na otoczenie. Wszelkiemi siłami starałem się ukryć przed sobą ich działanie na mój charakter, dobrze bowiem wiedziałem, że zmiana ta była nie na lepsze. Wciąż byłem w jakimś chronicznym stanie wątpliwości co do mego obejścia się z Józefem. Sumienie zupełnie nie pochwalało mych stosunków z Biddi. Budząc się w nocy, podobnie jak Kamilla, często myślałem, że byłbym lepszym człowiekiem i o wiele szczęśliwszym, gdybym nigdy nie widział się z panią Chewiszem i zadowolił się skromnym losem pomocnika Józefa, w szanownej, starej kuźni. Często siedząc samotnie przy kominku z zadumą patrzyłem na ogień i myślałem, że ogień kuźni i domowego ogniska jest zawsze lepszy i milszy nad wszystkie ognie na świecie.