Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/063

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


krótkie życie spędziła na rozmyślaniach o szczęściu rodzinnem. Maleńki Alik, który chodzi jeszcze w sukience, już postanowił ożenić się z małą dziewczynką Kin. Zdaje mi się, że wszyscy już jesteśmy zaręczeni z wyjątkiem Bebi.
— Toś ty zaręczony?
— Tak, ale to poniekąd tajemnica.
Zapewniłem, że święcie jej dochowam i prosiłem, by podał mi jej szczegóły. Tak rozumnie i z takiem uczuciem mówił o mej słabości, że chciałem się cośkolwiek przekonać o jego własnej sile.
— Czy mogę poznać jej imię?
— Klara!
— I mieszka w Londynie?
— Tak i muszę dodać, że nie odpowiada ona źle zrozumianym rodowym pojęciom mej matki. Ojciec jej był dostawcą towarów na okręty i zdaje się wypełniał obowiązki kasyera.
— A teraz? — spytałem.
— Z powodu starości emerytowany.
— A żyje.......
— Na drugiem piętrze — odrzekł Herbert. (Wcale nie chciałem wiedzieć, gdzie mieszka, tylko z czego żyje). — Nigdy nie widziałem go od chwili poznania Klary; nie wychodzi ze swego mieszkania. Natomiast słyszałem nieustannie. Ze strasznym hałasem odłupuje i piłuje podłogę jakiemś narzędziem.