Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/064

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Nie spodziewasz się go widzieć.
— O nie, wciąż tego oczekuję, ciągle się boję, by nie spadł nam na głowy. Nie wiem, jak długo jeszcze wytrzymają belki podłogi.
Roześmieliśmy się z duszy przy tych słowach. Znów na chwilę spuścił głowę i oznajmił, że gdy tylko zacznie zbierać kapitał, zaraz ożeni się z Klarą. Dodał, jakby dla wyjaśnienia swego przygnębienia: — Nie można, widzisz, żenić się, gdy się tylko przygląda.
Obaj patrzyliśmy uparcie w ogień. Włożywszy ręce w kieszenie myślałem, jaką to trudną rzeczą dla wielu zebrać kapitał. W jednej z kieszeni poczułem jakiś papier, wyjąłem go, rozwinąłem i spostrzegłem afisz, który przyniósł mi Józef o występie znakomitego, prowincyonalnego artysty-amatora.
— Boże miłosierny! — mimowoli zawołałem — to dziś przedstawienie!
Postanowiliśmy iść zaraz do teatru. Jak umiałem, zacząłem pocieszać Herberta możliwymi i niemożliwymi środkami. Oznajmił mi, że jego narzeczona znała mnie już z opowiadań i życzy sobie mnie poznać. Po tych wzajemnych wylewach uścisnęliśmy sobie ręce, pogasili świece, zamknęli drzwi i udali się na debiut pana Uopsela.