Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/060

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


położenia, wówczas dopiero może ją odkryją. W każdymi razie będziesz bliższym spełnienia swych nadziei, bo przecież wreszcie muszą się spełnić.
— Jaki ty masz szczęśliwy charakter! Nigdy nie tracisz humoru — zauważyłem, zachwycając się jego wesołem usposobieniem.
— Niezawodnie! ja przecież także mam tylko nadzieje i nic więcej. Jednakże powinieneś wiedzieć, że wszystko, co mówię, jest osobistem przekonaniem mego ojca. Właściwa uwaga, jaką kiedyś od niego słyszałem; była taka: — „Sprawa musi być pewną, inaczej Dżaggers nie wziąłby się do niej“. Teraz zaś, zanim dalej mówić będziemy o ojcu lub o synu i zanim będę mógł ci odpłacić otwartością za otwartość, chcę ci powiedzieć coś nieprzyjemnego, — muszę stać się w twych oczach na chwilę przykrym.
— Nie uda ci się to.
— Nie, uda się. Raz, dwa, trzy — no jestem gotów! Hendlu, przyjacielu mój — zaczął gorącym, lecz wesołym głosem — zawsze myślałem, że Estella nie może być stanowczo warunkiem twej przyszłości, jeśli nigdy o tem nie wspominał opiekun. Czy mam słuszność, gdy mówię, że nigdy o niej nie wspominał ani wprost, ani ubocznie? Czyś nigdy naprzykład nie zauważył, aby dobroczyńca twój układał jakieś plany co do twego małżeństwa?