Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/039

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Gdym wszedł, nie poznałem ani jednego rysu Estelli, ale obecnie wszystko dziwnie ją przypomina....
— Ale nie chcesz chyba powiedzieć, że wciąż jest poprzednią Estellą? Niegdyś była dumną i zuchwałą i chciałeś uciekać od niej. Pamiętasz?
Odpowiedziałem wymijająco, że było to tak dawno, iż nic lepszego nie byłem wart i t. d. Estella uśmiechała się zupełnie spokojnie, mówiąc, że niewątpliwie miałem wówczas słuszność i że była wtedy bardzo niemiła dziewczyną.
— A on zmienił się?
— Bardzo. — odrzekła Estella, patrząc na mnie.
— Mniej ordynarny i nieociosany? — spytała pani Chewiszem; bawiąc się włosami Estelli.
Estella zaśmiała się; popatrzyła na pantofelek, trzymany w rękach, znowu zaśmiała się, spojrzała na mnie i położyła pantofelek. Wciąż obchodziła się ze mną, jak z dzieckiem, choć kokietowała mnie. Siedzieliśmy w dawnej usypiającej sali, pod wpływem tego starego umeblowania; które niegdyś tak silnie działało na mnie. Dowiedziałem się, że Estella dopiero co wróciła z Francyi i udaje się do Londynu. Dumna i kapryśna, jak dawniej, nadzwyczaj wypiękniała. Widok jej obudził żywe wspo-