Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/032

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


jąc się ze swego zapomnienia, zaproponował zaraz, że pośle po Pembelczuka.
— Nie, nie potrzeba.
Służący — ten sam, który niegdyś w dniu mego przyjęcia na naukę do Józefa, protestował w imieniu mieszkańców — widocznie bardzo się zdziwił i skorzystał z pierwszej dogodnej sposobności, by podsunąć mi pod rękę zatłuszczoną kartkę miejscowej gazety: „Nasi czytelnicy nie bez zainteresowania dowiedzą się ze względu na niedawne romantyczne uzyskanie wysokiego stanowiska przez jednego młodego artystę żelaznych wyrobów z naszej dzielnicy, że pierwszym patronem, przyjacielem i dobroczyńcą znakomitego młodzieńca, był człowiek, przez wszystkich poważany i zajmujący się interesami na targu zboża i nasion. Jego niezwykle wspaniałe biura i składy znajdują się o sto kroków od głównej ulicy. Z wewnętrznem zadowoleniem oznajmiamy, że on właśnie był mentorem naszego młodego Telemaka, bo bardzo przyjemnie dla nas, że młodzieniec ów przedewszystkiem zawdzięcza swe szczęście obywatelowi naszego miasta“.
Po przeczytaniu mogę przypuszczać, że jeślibym w dniach szczęścia i radości znalazł się przypadkiem na biegunie północnym, zapewne i tam spotkałbym jakiego eskimosa lub kogo innego, coby mi oznajmił, że Pembelczuk