Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/024

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Rozdział II.

Tak więc miałem odwiedzić następnego dnia swą rodzinną stronę. W pierwszym porywie skruchy chciałem stanąć u Józefa, ale po pewnym czasie, gdym zamówił sobie miejsce w dyliżansie i zawiadomiłem pana Poketa, zacząłem szukać tłomaczenia, by nie stawać tam tylko pod „Niebieskim Dzikiem“. Po pierwsze sprawiłbym kłopot Józefowi, bo nie oczekiwano mnie i pościel pewno nie była przygotowana; po drugie z domu naszego było trochę za daleko do pani Chewiszem, a ona właśnie miała do mnie interes. Nie trudno samego siebie oszukać i dlatego z łatwością poddałem się tym fałszywym dowodom. Jednakże to bardzo dziwne. Wziąć przez pomyłkę fałszywą monetę za prawdziwą — rzecz zupełnie zrozumiała; ale cóż rzec o tym, który uważa za prawdziwą fałszywą monetę swego własnego wyrobu? Kuglarz może zręcznie zabrać moje pieniądze i podłożyć na ich miejsce orzechowe skorupy; ale czemże jego zręczność w porównaniu z moją, gdy sam chowam skorupy i zapewniam się, że to pieniądze.
Skorom postanowił zatrzymać się pod „Niebieskim Dzikiem“, zacząłem rozmyślać, czyby nie wziąć ze sobą grooma. Nakłaniała mnie do tego bardzo myśl o efekcie, jaki wywołałyby jego buty na podwórzu „Niebieskiego