Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/015

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


w niebieski kaftan, żółtą kamizelkę, krótkie spodnie i sztylpy, musiałem się jeszcze troszczyć, aby miał jak najmniej roboty a jak najwięcej jedzenia. Wciąż zatruwał mi życie.
To męczące straszydło otrzymało nakaz stawienie się we wtorek o ósmej w przedpokoju, Herbert zaproponował, że postara się o coś smacznego dla Józefa na śniadanie. Byłem bardzo zadowolony, widząc w Herbercie to zainteresowanie i pomoc, podejrzewałem jednak, że czyni to dlatego, bo Józef nie do niego przyjeżdża.
Jakkolwiek było, pojechałem wieczorem do Londynu, by przygotować przyjęcie; na drugi dzień wstałem wcześniej, by dojrzeć, czy pokój gościnny i stół są gotowe. Niestety ranek był ponury.
W miarę upływu czasu tem bardziej stawałem się niespokojnym i z pewnością uciekłbym, jeśliby groom mój, spełniając me polecenie, nie siedział przy drzwiach. Wreszcie usłyszałem kroki Józefa, poznałem go po ciężkim, nieskładnym chodzie, dzięki odświętnym butom, które zawsze były mu niedogodne i po mozolnem odczytywaniu napisów na drzwiach innych mieszkań. Kiedy zatrzymał się przy naszych drzwiach, słyszałem jak wodził palcem po napisie, rozpoznając literę po literze a potem zupełnie wyraźnie słyszałem jego oddech przy dziurce od klucza. Wreszcie lekko