Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/014

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


List ten otrzymałem w poniedziałek, to znaczy, że Józef powinien był zjawić się jutro rano. Otwarcie muszę wyznać uczucia, z jakiemi oczekiwałem przyjazdu Józefa.
Nie z zadowoleniem w każdym razie, choć byłem złączony z nim silnymi węzłami, ale z niepokojem a nawet z niezadowoleniem; przedstawiałem sobie jasno niewłaściwość takiego spotkania. Jeślibym, mógł go powstrzymać, zapłacić mu za to, ale napewno nie chciałby pieniędzy. Pocieszało mnie tylko, że przyjedzie do hotelu Bernarda a nie do Hammersmit i napewno nie spotka się z Drummelem. Zauważcie, że nie balem się, by go zobaczyli Herbert i Poket, których szanowałem, ale aby nie spotkał go Drummel, którym gardziłem. Tak to zwykle dzieje się w życiu: popełniamy wołające o pomstę głupstwa i podłości przez wzgląd na ludzi, którymi z głębi serca gardzimy.
Od pewnego czasu zacząłem ozdabiać pokoje nieestetycznie i brzydko a ta ciągła walka z brzydotą hotelu Bernarda kosztowała niemało. Co prawda pokoje znacznie zmieniły swój wygląd a ja zyskałem wielki szacunek sąsiedniego tapicera i właściciela składu mebli. Wynająłem nawet grooma i to jeszcze jakiego! — w butach ze sztylpami. Prawda, że miał wiele narowów i z nas dwóch prędzej mógłbym się nazwać jego służącym, bo ubrawszy go