Strona:PL Karol Dickens - Cztery siostry.djvu/153

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


cze raz przeszył oczami kulącego się do muru pijaka i powolnym krokiem wyszedł z pokoju.
Ani ojciec ani siostra więcej go nie spotkali na tym świecie.
Kiedy słabe, stłumione światło zimowego poranka zajrzało do wąskiego podwórka i przedarło się przez okopcone okno nędznej izdebki, stary zbudził się z męczącego snu, obejrzał się — nie znalazł żywej duszy koło siebie. Wstał, obejrzał się ponownie. Na podłodze leżał, jak zwykle, stary siennik, niezmięty ciężarem śpiącego ciała; wszystko znajdowało się na tem samem miejscu, co wczorajszego wieczora i wszystko mówiło staremu, że tej nocy on był jedynym lokatorem pokoju. Wypytał sąsiadów z tego samego domu i z innych, nikt nie widział jego córki, nikt o niej nie słyszał. Włóczył się po ulicach, niespokojnemi oczami badał każdą wynędzniałą twarz w tłumie. Poszukiwania były bezowocne. Z zapadnięciem nocy wrócił na poddasze, zmęczony, sam.
Długi szereg dni spędził w ten sposób, ale nie natrafił na najmniejszy ślad córki, ani razu jej imię nie obiło mu się o uszy. Wreszcie dał za wygraną. Rozważał, czy jest rzeczą możliwą, aby go opuściła, pragnąc w spokoju zapracowywać swój chleb zdala od ojca. A więc zostawiła go na śmierć głodową! Zgrzytał zębami i przeklinał córkę.
Chodził od drzwi do drzwi i żebrał. Każdy grosz, jaki udało mu się wyłudzić od litościwych lub łatwowiernych obywateli wydawał — rzecz jasna — w szynku. Przeszedł rok. Przez wiele miesięcy jedynym dachem, jaki miał nad głową, był dach więzienia. Sypiał pod wiaduktami, pod arkadami —