Strona:PL Julian Ejsmond - Patrząc na moich synków.djvu/78

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I gdy pani owa weszła już — obchodził ją dokoła z najwyższem rozczarowaniem, wreszcie zapytał: „A gdzie ci djabli, którzy panią przynieśli“?
„Jacy djabli?” — zdziwiła się podejrzliwie staruszka.
„Którzy panią psynieśli. Psecies Tatuńcio powiedział, że znów panią niosą djabli...”
Dostałem słuszną burę od Żony i przyrzekłem sobie nigdy nie mówić, że kogoś djabli niosą. Zwłaszcza przy dzieciach.
Inna pani miała nieostrożność spytać kiedyś Stasiunia: „Powiedz mi, mój maleńki, ale szczerze, zupełnie szczerze, czy ci się podobam?” Stasiunio na to do mnie: „Tatuś, czy ja mam tej pani odpowiedzieć grzecznie, czy prawdziwie?”


∗             ∗

Juleczek ma rozwinięty zmysł praktyczny. Przed paru dniami wróciwszy ze szkoły oświadczył: „Niema rady — muszę się ożenić”. — „Dlaczego?” — „No, bo jak się ożenię, to żona będzie za mnie odrabiać wszystkie lekcje, nawet kaligrafję...”
Stasiek też jest praktyczny i pomysłowy. Jeden z moich wydawców miał kłopoty finansowe. Nie mógł uskutecznić wypłaty na czas. Przyszedł do mnie i opowiada ze smutkiem, że nie wie skąd wydostać pieniędzy.
Stasieczek, który za grzeczne wzięcie olejku dostaje zawsze pewną kwotę pieniędzy na słodycze, znalazł odrazu radę.