Strona:PL Julian Ejsmond - Patrząc na moich synków.djvu/70

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nej. Nie poprawiajmy również dzieci. Nie psujmy ich jedynie. Do tego powinna się ograniczyć wdzięczna praca dorosłych.

*

Każda perła w otchłani morza rodzi się z bólu małży perłowej. Każdy kwiat leśny i polny rodzi się z radosnej miłości wiatru i ziemi, słońca i ziemi... Dziecko, jak kwiat, z miłości powstaje i jak perła przychodzi na świat w bólu. I jest w tej radości i w tym bólu tyle błogosławieństwa Bożego, iż gdyby Bóg nic na świecie nie stworzył, prócz dzieci, musielibyśmy Go miłować ponad wszystko na ziemi i na niebie. W trzepocie różanych łapek, w promienności ślepek, w wierzganiu radosnem tłuściutkich nóżek jest bowiem zaklęte wszystko piękno świata. I niema nic, coby to piękno mąciło. I niema nic, coby zaćmiło to piękno niepokalane.

*

Nietylko ludzkie dzieci mają w sobie czar. I dzieci zwierzęce i dzieci ptaszęce są czemś rozkosznem i zachwycającem.
A nawet czasem są grzeczniejsze od ludzkich dzieci. Małe niedźwiedziątka nie mówią podobno nigdy brzydkich słów. Gdy tatuś albo mamusia wychodzi z niemi na spacer, nie targują się nigdy o włożenie futerek. Zawsze chodzą w ciepłym futerku.
Jagniątko nie rozlewa mleczka przy śniadaniu.