Strona:PL Julian Ejsmond - Antologia bajki polskiej.djvu/030

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A syn prosi, żeby się odymać przestała;
lecz gdy tak przy uporze mocno swoim trwała,
spukła się, skóra dalej wytrzymać nie mogła,
do śmierci rozum zbytni a zazdrość pomogła.
Tak więc starzy, o sobie siła rozumiejąc,
wstydzą się radzić młodszych, tak się więc z nich śmiejąc:
»Dziwne — pry — czasów naszych nastały zwyczaje,
już teraz, niźli kokosz, chce być mędrsze jaje«.
Dziwniejszać to, że mędrsze w piąci lat bywają
dzieci, aniż osłowie, choć dwadzieścia mają.


Głową muru nie przebijesz.
LXVII. O MUSZE.

Mucha głodna, gdy garniec mięsa obaczyła
stojącego u ognia, na nie się spuściła,
to mięsa, to polewki co raz pożywając,
a potrzebie żołądka swego dogadzając.
I tak się pożądanej potrawy objadła,
że co raz chcąc wylecieć, znowu w garniec wpadła.
Wtym widząc śmierć przed sobą nic nic styskowała,
na onę przeszłą rozkosz miłe wspominała,
jako tam z wielkim smakiem i jadła i piła,
przetoż i śmierć cierpliwie tamże też znosiła.
Tak, jeśli się nam długo szczęśliwie powodzi,
nie mamy też narzekać, gdy zasię przychodzi
kłopot jaki. Uporem żaden nie utyje,
ani głową, mój bracie, muru nie przebije.


Nie czyń złemu dobrze.
LXVII. O CHŁOPIE A GAJU.

Przyszedłszy chłop do gaja, w niezmiernej gęstwinie
przypatrzał się tam i sam z daleka dębinie,