Strona:PL Julian Ejsmond - Antologia bajki polskiej.djvu/029

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przygoda go ciężaru jakoś pozbawiła.
Drugi, widząc, że tamten zbył ciężaru swego,
położył się umyślnie, gdzie towarzysz jego
leżał przedtym. Wtym gębki wody nabirają
im dalej w się, tym więcej, aż i wstać nie dają.
Skąd iż się dobyć nie mógł, zginął w onej wodzie,
nie myśląc jako żywo o takiej przygodzie.
Tak też nie każdemu się równo po szwie porze,
ten parą, a ów zasię ośmią wołów orze.
Owa zgoła nie wszystkim jednako przystoi,
jeden umrze od tego, czym się drugi goi.


Mędrsze jajca, niż kokoszy.
XXXVIII. O ŻABIE Z SYNEM.

Wół stanął nad sadzawką, upijając wody;
zajźrzała mu wnet żaba tak wielkiej urody,
więc się pocznie odymać, dech w sobie trzymając,
że tym kształtem w urodzie dojdzie go, mniemając.
Pyta syna: był tyli? — Syn się o nię boi,
widzi, że coś dziwnego we łbie się jej roi.
Rzekł do niej: »Miła matko, zły to taki zwyczaj,
gdy kto stan swój wynosi prawie nad obyczaj.
Zatym idzie zelżywość, idą wielkie szkody,
za które trudno się już spodziewać nagrody.
Ciebie Bóg żabą stworzył, a ty chcesz być wołem.
Widzi mi się, że rozum uderzył ci czołem.
Zgadzaj się, moja rada, zawsze z przyrodzeniem,
nie obrażaj się nigdy cudzym, dobrym mieniem.
Na swym przestawaj, niech cię zazdrość nie uwodzi,
która więc za godnością cudzą rada chodzi«.
Wzdyma się przecie żaba, rady nie słuchając,
że wszystko wie i umie, o sobie trzymając.