Strona:PL Jerzy Żuławski - Poezje tom IV.djvu/287

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

od strony serca, —
czemuż ty teraz z schyloną głową
jak przeniewierca
mijasz swą damę?

W zielone liście
kazałam stroić tę bramę
i kwiaty drogiego kobierca
czekają podków twego rumaka!
A patrz! ja piękna jestem wieczyście,
i czekam pieszczących twych dłoni, —
a patrz! jak głowa moja się kłoni,
jak do złotego podobna ptaka
chce opaść na twoje ramię!
Patrz! niedopięta u piersi mej szata
i widne różowe to znamię,
któreś całował tak rad...
O pójdź! — wstyd mój zasłoni cień nocny,
o pójdź! tchnienie już ze mnie ulata, —
chcę ciebie powitać — zwycięzcę —
w mojej komorze...
Upadł przed tobą świat
i ja upadnę w pokorze,
rada swej klęsce, —
o pójdź! ty mocny!