Strona:PL Jerzy Żuławski - Poezje tom IV.djvu/120

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Lecz jeden obłok w bzowej gałęzi
zostaje długo jeszcze w uwięzi,
wonią się syci, powieści słucha,
do spóźnionego podobny ducha...
A kiedy wreszcie w niebo uderzy,
ospale jakoś w błękicie leży,
od braci swojej cięższy, wonniejszy
i barwą w niebie jasnem ciemniejszy,
prędzej się we łzy topi niż inne,
łzy ma mętniejsze i więcej płynne,
bardzo gorące i bardzo duże...

Gdy łez tych deszcze spadną na różę,
róża wnet więdnie i barwę traci
i smutna bywa wśród wonnej braci,
bo każda kropla nowiny nosi,
o których róża nie wie szczęśliwa,
a w których jęk się bólu odzywa
i o współczucie szczęśliwszych prosi...

O bzie, słowiku i mgle powieści.
drzewo do drzewa liściem szeleści —
a wiatr podsłuchał i niesie w pola:
a brać od wiatru — to moja dola.