Strona:PL Jerzy Żuławski - Poezje tom IV.djvu/117

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


był do królewskich podobny bereł.
W woń wpełznął gęstą i w kwiatów cieniu
rozciągnął ciało słońcem leniwe,
a na zielonem nad nim sklepieniu
słowik piosenki wywodził tkliwe...
Wąż ujrzał ptaka, głód poczuł w łonie,
wzniósł w górę głowę w złotej koronie
i bystrym wzrokiem wpatrzył się w niego.
I słowik ujrzał węża lśniącego,
zdziwił się bardzo, że piękny taki,
a przecież zdrajcą zowią go ptaki —
i nie chciał wierzyć, jak czasem dziecię,
że zło i piękno razem są w świecie...
Pod czarem wzroku ptaszek omdlewał,
lecz jeszcze rzewną piosenkę śpiewał;
z listka na listek wciąż niżej zlata,
wciąż bliżej złotem lśniącego kata...
Bez pachniał ciągle, lecz w jego woni
łza była wielka, łza była dziecka,
któremu nagle w kwiatów pogoni
brata pochłonie przepaść zdradziecka.
Dziecina płacze, choć nie pojmuje
myślą nieszczęścia, lecz sercem czuje...

Maj był i wieczór. Wśród bzowej woni
dwoje ich było. W kwiecia powodzi