Strona:PL Jerzy Żuławski - Poezje tom IV.djvu/116

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


złamane dziwnie w obrazy liczne,
przemienne barwą, przemienne treścią,
pełne tęsknoty, wzruszeń i strachów.

Któż pojmie słowa bzowych zapachów?
kto duszę wonią nasycić zdoła,
kto w niej obudzi kwiatów anioła
i powie pieśnią przezeń wysnutą
powieść bezładną, a przecież płynną,
gorących marzeń jadem zatrutą,
a jak myśl cichą, jak kwiat niewinną?

O, ludzie, ludzie! W duszę wierzycie,
co nie umiera i chwilą jasną
przeczuwa tajnie i przyszłe życie, —
lecz w duszę tylko swoją i własną!
O, samolubni, próżni bez miary!
nic-że nie mówią wam szumy drzewa
i kwiatów wonie i ptasząt gwary?
Wszak duch je także żywy przewiewa!

Maj był i wieczór. Pod bzowym krzakiem
wąż się prześlizgnął w trawie zygzakiem;
a skórę lśniącą miał w perły duże,
a złotą nitkę około pereł
i z liści złotych na głowie różę: