Strona:PL Jerzy Żuławski - Poezje tom IV.djvu/115

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
KRZAK BZU.

Był ogród wielki. Stare w nim drzewa
lubiły wieczór liściami szeptać,
liściami, które jesień pozwiewa
i ludzkie stopy w proch będą deptać;
lecz póki żywe, póki zielone,
szmer tajemniczy rozmów ich słychać.
Kiedy się słońce w zachodnią stronę
chyli, świat ciszą pocznie oddychać:
klon stary baje srebrnej topoli,
a dęby brzozom, a jodły bukom,
jak pradziadowie prawią prawnukom
o tem, co było, co w życiu boli...

Pośród drzew łąka legła zielona,
a pośród łąki bez siadł krzewisty;
nieme miał liście, lecz majem z łona
duch woni wstawał pjany, ognisty —
i opowiadał marzeń powieścią
rzeczy tajemne i fantastyczne,