Strona:PL Jerzy Żuławski - Kuszenie szatana.djvu/096

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Powiedziałem, że majątku nie pragnę. Ojciec spojrzał na mnie zdziwiony, a potem odezwał się z uśmiechem:
„Aha! rozumiem... Pieniędzy nie pragniesz. To dobrze. Żaden z Borynieckich pieniędzy nie pragnął. Ale majątek to co innego... Ziemia, święta ziemia... Na ziemi człowiek jest panem“.
Pochylił się i począł szeptać, jakby do siebie:
„Boryniec, Zakleszczyki, Kamienica leśna, Pańska Wola, Gozdów, Zajazdowice“...
Wymieniał nazwy dóbr, które moi przodkowie posiadali i potracili.
Było coś dziwnie nieestetycznego w tym starcu, dziedzicu ostatniej piędzi olbrzymiego niegdyś klucza, wyliczającym majątki swoich przodków... Gdyby bodaj hetmanów był wyliczał lub senatorów!
Duszno mi było.
Mury w naszym starym dworze są wilgotne. Patrzyłem na wilgoć tu i ówdzie plamami na spłowiałem obiciu występującą i dreszcz mię przechodził, bo te mury wydały mi się ogromnie zimne i stare i obce.
Poglądałem przez okno na zieleń drzew w ogrodzie i na promienie słońca, złotem na