Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/370

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


SALOME.

Ja!...


HERODYADA.

Śmieszna i niezwykła dbałość
o honor gniazda i o prawo boże
w ustach dziewczyny, co sobie może
powiedzieć jedno, że gdy kłos jej żytni
ledwie się okrył kwiatem, już niesytni
przyszli po niego żniwiarze i ścięli...


SALOME.

Jestem z krwie twojej!


HERODYADA.

A pośród żniwiarzy,
którym się oko grzesznym ogniem żarzy,
stanął i ojczym...


SALOME.

Matko!...


HERODYADA.

Tak! w topieli
zła dziś się dławię i idę snać do dna,
a ty mnie jeszcze, o córko wyrodna,
przygniatasz pięścią i zatykasz usta,
abym rozkrzyczeć nie mogła po ziemi
swojego bolu... Oczy bezwstydnemi,
w których się czai tajona rozpusta,
łowisz mi męża...


SALOME.

Nie prawda!... A gdyby
w słowach twych prawda była, bez ohyby
wolno mi wyznać, iże mnie Erynie
ścigać nie będą! krzywdy-ć nie uczynię: