Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/369

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


SALOME.

O złota,
o czuła matko, daj im spokój! zbiegły,
nim wielkie moce woli mej uległy
i wypełniły to, co dłoń Cheruba
dawno w swej księdze zapisała... Zguba
jednych jest szczęściem drugich...

Do Aholi i Aholiby.

Wy tu na co
jeszcze czekacie?


AHOLA.

Na rozkazy.


SALOME.

Praco
marnych niewolnic, nie bądź tak skwapliwa
w kłamstwie... Precz!...

Ahola i Aholiba odchodzą.

HERODYADA.

Chmurne rozsiewasz przędziwa
na nasze słońce, które i tak zbladło,
albo się raczej zakrwawiło. —


SALOME.

Padło
w czeluść zachodu nasze jasne słońce,
lub raczej nigdy nie wzeszło nad końce
ziemi od chwili, gdy ty, gwałcąc prawa
swojego Boga, stałaś się łaskawa,
nazbyt łaskawa dla zabiegów brata
mego rodzica... Wszystko nam ulata,
wszystko nam ginie...


HERODYADA.

I ty to masz śmiałość
mówić?