Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/350

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ANTYPATER.

Ty licem
nie błyskaj czelnem przed mojemi oczy!
Zwiędło dziś nieco i nawet w roztoczy
gniewnego żaru już tak nie kraśnieje,
jak w owych czasach, gdy skryte nadzieje
syciłaś we mnie, wabiąc mnie za sobą
w radość, co dzisiaj stała się żałobą
i potępieniem — — —

Nawpół do siebie:

»Wszędzie i nad wszystkiem,
nad drzew koroną i nad kwiatu listkiem
czuwa cień śmierci...« Jakie chcesz, pokuty
spełnię, a tylko pocisk twój, okuty
żelazem pomsty, niech ominie, Boże,
twojego sługę!... Daj mi trwać!... Nie może
być, abym umarł — — —


HERODYADA.

Nędzny pokutniku,
na zawołanie mający bez liku
słów obelżywych dla bezbronnej duszy,
ale z swą własną chroniący się w głuszy,
gdy lada łowiec naciągnie cięciwę
i strzał wymierzy przeciw niej! Cierpliwe
jest moje serce i niejedno jeszcze
znieść umie kłamstwo, zwłaszcza, gdy je dreszcze
dyktują marne — — mów: a czyjeż usta
szeptały zwodne zaklęcia?


ANTYPATER.

Rozpusta
była w twych oczach i ona to chytrze
zwiędła mnie z drogi — — —


HERODYADA.

Zanim wstyd już wytrze
do cna twe czoło, mów, kto słał mi listy,