Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/351

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


obwieszczające, że dzień promienisty,
darmo przez długie oczekiwań lata,
spłonął przed tobą, gdyś u boku brata
ujrzał mnie, bóstwu podobną?...


ANTYPATER.

Widziałem,
że się przesycił twem natrętnem ciałem — — —


HERODYADA.

Milcz!... Twemu bratu byłam czarą złotą,
do której wargi podnosił z tęsknotą
nieugaszoną, i gdyby nie twoje
zdradne zabiegi, co serca ostoję
skruszyły złudą piekielnej przynęty,
którą mnie ciągnął ten, dzisiaj pogięty,
shańbiony dzisiaj królewski dyadem,
ku śmierci szłabym twego brata śladem
i, nie zstępując z jego życia ścieżki,
stałabym zdala od krwawej zamieszki,
wszczętej dziś we mnie obelgą proroka — — —
Tyś mnie w tę otchłań wtrącił — — —!!


ANTYPATER.

Nie głęboka
była-ć twa wiara w nieuchronność stopy,
którą stawiamy nad przepaścią bytu,
jeśli, nim dotrzeć zdołałaś do szczytu,
skąd nieśmiertelność rzuca światła snopy
na nasze drogi, zbiegłaś nazbyt skora
na trakt rzymskiego — — —


HERODYADA.

Skończ-że, skończ...


ANTYPATER.

Pretora!