Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/349

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


właściwy powód... Niechęć masz tajemną
do mego łoża i z niej, z tej niechęci,
rozumowanie dziś czerpiesz, że święci
chodzą po świecie, którzy złemi słowy
mają dowolne prawo lżyć królowej
ofiarną miłość...


ANTYPATER.

Nie widzę ofiary
w tem uporczywem zaprzeczeniu rzeczom,
które są ciałem. Gdzież dni, co zaprzeczą,
gdzież są te noce, których pomrok, szary,
jak widmo skonu, kłamałby tej chwili,
na przekór Bogu, żeśmy zawinili?

W ponownym przystępie trwogi, nawpół do siebie:

»A otoś uwiódł, nieprawością zbrojny,
małżonkę brata... Nie wytrzymiesz wojny
z Panem — tak mówi Pan — i z wiarołomną
pójdziesz, jak biegun Kain, w dal bezdomną
i legniesz, własną zwyciężony winą —
bez czci i sławy dni twoje przeminą!...«

Do Herodyady:

Świadomy jestem grzechu, więc nie mogę
zalepiać uszu na siejący trwogę
głos jehowicznych upomnień... Tem bardziej,
choć mną twe wnętrze obrażone wzgardzi,
nie mogę stalą odpierać dziś gromu,
padającego na sklepienia domu,
w który, śród pląsów, przy harfie i śpiewie
kroczyła zbrodnia...


HERODYADA.

Alboż świat to nie wie,
kto był twych zbrodni skrwawionym rodzicem?
kto zabił brata?... kto mu cześć — — —