Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/341

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


dają cypryjskie?... Gdy wstaje znużony,
z łoża miłości, mów, jakie przesłony
zaciągasz nad nim, by mu ranne jutrznie,
przeciskające się do komnat hucznie
i przenatrętnie, nie spłoszyły z lica
słodkiej bladości?... a może dziewica
nazyrejskiego zakonu w zwyczaje
swych wyznań czułych raczy wciągać gaje
i szum potoków?... Może, jak dryada
grecka, przed faunem swoje lilie składa
w ostępach puszczy?... Lub w jaskiniach głaźnych,
na ścieli z jodeł i świerków?... Wyraźnych
dosyć jest poszlak, że w libańskie skały
chodziłaś za nim, a usta kłamały,
jakoby w dom cię rodzicielski wiodły
niepowstrzymane tęsknoty...


JACHOBOD.

Przepodły
tok twoich obelg — — — Panie! połóż rękę
na te me usta, aby, chłonąc mękę
ponadmiar gorzką, nie przeczyły wieści,
nad Genezaret zrodzonej, iż trzeba
kamienującym nas użyczyć chleba — — —
Szatan ich dusze niewinne bezcześci,
a oni sami nie wiedzą, co czynią...


SALOME.

Wiem: Szatan krąży nad bożą świątynią —
nawet jakiegoś proroka na ganku
stawił kościelnym i świat mu w poranku
odkrył słonecznym — — słyszałam-ci o tem. —
Ale nie moje słowa biją młotem
obelg, lecz twoje są lżeniem i wzgardą — —
Słuchaj, Jachobod: Duszę kryjesz hardą
i odpowiadasz mi z łaski, a przecie
poszłabym za nim — — — — —