Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/327

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


sięga niebiosów...« Gazę mi czerwoną
zarzuć na piersi, tę w posępne kwiaty,
w czarny asfodel dzierganą, przed laty,
o których dawno zaginęły słuchy.

Ahola idzie po gazę.

SALOME.

Domowi memu przyniosły ją duchy,
opiekujące się zbożnem ogniskiem
moich praszczurów... Dalekiem, czy blizkiem
miejsce, skąd wzięta, nie wie nikt... Salome,
wasza wszechwładna, miłościwa pani,
niejedną chwilę utraciła dla niej
i nieodgadła: to tylko wiadome,
że już klękały i jeszcze uklękną
wieki przed krwawym czarem tego zwoja...


AHOLA, zarzuciwszy jej gazę na piersi:

Jakżeś ty piękną, przyjaciółko moja,
jakżeś ty piękną, jak piękną!


AHOLIBA.

A trwanie twoje jest, jak śmierć, na zawsze —
coraz straszniejsze i krwawsze...




SCENA SZÓSTA.

SALOME, AHOLA i AHOLIBA.

SALOME.

Jestem gotowa... Mogłabym, prawdziwie,
zasiąść do uczty weselnej... W tem szkliwie
złota i sardu, jasnych chryzolitów
i onychinów, jeziornych błękitów
szafirowego kamienia, topazu