Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/306

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Że w życia odmęty
Synowie boży nie wniosą spokoju,
Że nie przekształcą kałuży
W czyste, krwią grzechu nieskalane rzeki!
Od zmory,
Co na mnie wszystkie rozpuściła lęki,
Jest wybawieniem dla twej Duszy chorej
Wielka, jedyna twoich ust pieszczota...
Niechaj aksamit twej młodzieńczej ręki
Po moich biodrach spływa,
Niech dreszcz nad dreszcze me kości przeszywa!...
Tych dreszczów słodkich swej duszy nie żałuj,
Pieść, pieść i całuj!
W oszołomieniu miłości,
Co w naszych łonach zagości,
Zniknie krzyżami wieńczona Golgota...
Ach! jesteś, luby!...


LUCYFER.

Jestem!... W twej żałobie
Jestem przy tobie i w tobie...


DUSZA WYGNANA Z RAJU.

Pieść, pieść i całuj! pieść, rozpraszaj ciemnie
Tym niezgaszonym płomieniem Żywota —


LUCYFER.

Duszo zbłąkana, Duszo, wierzysz we mnie?


DUSZA WYGNANA Z RAJU.

Wierzę, ach, wierzę!
Tęsknota,
Której się oprzeć nie mogę — — —
O Lucyferze, Lucyferze!
Znajdę-ż wiecznego wybawienia drogę
W twoich uściskach, które mnie tak kuszą,
Że — — —