Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/305

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Z twoich uścisków, że nowa Golgota
Powstanie z grzesznej miłości,
Co w naszem łonie zagości,
A jednak pcha mnie płomienna tęsknota,
Której się oprzeć nie mogę,
Na twoich objęć rozpaczliwą drogę.

W uszach brzmią ciągle rozpętanej rzeszy
Wrzaski i krzyki...
Cały ten zamęt dziki,
Który w przepaście upodlenia spieszy,
Powrotną falą w me wnętrze się wlewa,
W oczach sromotne wciąż mi stoją krzyże —
I idą na mnie krwią ociekłe drzewa
I swe ramiona
Wciskają gwałtem do mojego łona...
Krzyż jestem żywy i żywa Golgota
W urągających ciżb zmąconym wirze...
Uciec! zapomnąć! w twej Lecie utonąć!
Przy twych całunkach spłonąć!
Nieśmiertelności zadać kłam w rozkoszy,
Której mi żaden syn boży nie spłoszy...
Na ból, na rozpacz, co twą Duszą miota,
Na lęk, co wszystkie jej siły rozprzęga,
W tobie się chowa ukojeń potęga:
Szepce mi o tem piekąca tęsknota,
Której się oprzeć nie mogę,
A która pcha mnie na twych uciech drogę.

Wróć do swej duszy, wróć, światło niosący!
Do swojej Duszy, drżącej
Od tych uderzeń rozszalałej burzy,
Od tego znoju,
Co jedną dobę przemienił na wieki!
Powróć, zwycięski panie, z swym promieniem,
Który mi jednem świeci przeświadczeniem,
Że już na zawsze los jest rozstrzygnięty,