Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/304

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Od wrzasku zgrai i od huku młota
I od bluźnierczej modlitwy
Nad wielkim skonem świętego Rybitwy!
A jednak żądzy opiłość,
A jednak grzeszna pcha mnie wciąż tęsknota,
Której się oprzeć nie mogę,
Na twoich pieszczot wstrętną, podłą drogę.

Na krzyż spoglądam, na ten krzyż, co wieki
W swej strasznej grozie sterczy wciąż nademną
I w księżycowym blasku cień daleki
Rzuca w tę przestrzeń ciemną,
W przybytek nigdy niezmazanej winy!
Na krzyż spoglądam, na wyrzut godziny,
Kiedy przeklęta, słodka rozkosz z tobą
Okryła Eden żałobą!
Na krzyż spoglądam, na którym Żywota
Spełnia się gorzka męczarnia:
I lęk mnie ogarnia i lęków moich pełna jest Golgota
I, jak błędnica, szukam zapomnienia
W tej ciemnej smudze krzyżowego cienia,
A demoniczna pcha mnie wciąż tęsknota,
Której się oprzeć nie mogę,
Na twych ukojeń wstrętną, podłą drogę.

O Lucyferze!
Z tobą wieczyste zawarłam przymierze,
W ciebie jednego znów wierzę!
Na zawsze dla mnie zamknięte już wrota
Rozkwieconego Ogrodu:
Śmierć synów bożych bram tych nie rozwarła!
I wszystka we mnie nadzieja umarła,
Tylko mną szarpie i miota
Ból, co pozostał dla ludzkiego płodu
Strasznem dziedzictwem mej zbrodni.
Wiem, że występek znowu się zapłodni