Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/286

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


LUCYFER.

Duszo,
Czyż zimnem było me ciepło, gdyś w Raju
Mdlała z rozkoszy przy boku kochanka,
Kiedy tą ręką odsłaniał twym oczom
Urodę twojej nagości?... Pamiętasz?
Wdzięczna, że Bogów dałem ci świadomość
Piękna i dobra i prawdy, pieściłaś
Oczy twojego anioła!... Pamiętasz?
Wargi rozwarte, płomienne, błyszczące,
Lepkie od płynu miłosnej słodyczy,
Do jego drżącej przykładałaś wargi
I przytulając swe biało-różowe,
A jak pieśń globów harmonijne członki
Do jego ciała, które dreszcz przebiegał —
Dreszcz nad dreszczami — szeptałaś poszeptem
Drzew i strumieni: »O piękny! o dobry!
O mój wieczysty! o mój nieskończony!
O mój prawdziwy!... Przez ciebie wiem dzisiaj
To, co jest wiedzą; przez ciebie poznałam
Co jest poznaniem: że piękno w tych liniach
I tych przegięciach, w tej pełni i barwie
Mojego ciała, a dobro i prawda
W najrozkoszniejszym spoczynku przy tobie!«
Pamiętasz?... słońce zachodziło wówczas —


DUSZA WYGNANA Z RAJU.

Dla mnie!... Obmierzły mi uściski twoje!


LUCYFER.

Duszo! Tamtego wiń, że, tworząc ciebie,
Wlał w twoją krużę zaczątek przesytu...
Że nasza miłość, nasza wielka miłość —


DUSZA WYGNANA Z RAJU.

Przed chwiląś widział, czem się miłość staje
Dzięki grzechowi naszemu: kałużą