Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/283

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Niech ja się trądem obsypię w tej chwili,
Jeślim ja ciebie oszukał... Ty złodziej!
Wart był twój towar — niech mnie Pan Bóg skarze —
Pół worka miedzi...
Ten rabi powrozem
Wygnał mnie, Ezrę, z przedsionka kościoła,
Kiedym miał zrobić interes... Ty szachraj,
Ty chcesz mi zepsuć interes — na ciebie
Niema powroza — — —


PIERWSZY HANDLARZ.

A niech mnie pokręci!
Niech moją babkę, mą żonę, me dzieci
I moje wnuki i wnuki mych wnuków
Wielka choroba nawiedzi!...
Co jest?... mój towar? mój towar jest taki,
Jakiego oczy twoje — niech oślepną,
Niech one słońca nie widzą, niech żołdak
Króla Heroda napluje w twe oczy,
Jak patrz! tam pluje w oczy tego rabi —
Niech twoje oczy zgasną na tym krzyżu,
Który On dźwiga, jeśli twoje oczy
Widziały kiedy taki towar... Słuchaj —
Ty złodziej! — Słuchaj: u mnie jest niedużo
Tego towaru — — —


GŁOS Z TŁUMU.

Uryja! Uryja!
Pocoś tu przyszedł?... Marne widowisko!
Idź! idź! strzeż swego ogrodu! U progu
Wąż tam przykucnął, gotów skusić Ewę!


JEDEN Z ŻYDÓW.

Kto ci dał prawo podglądać pod płoty
Mego zwierzyńca?... Pilnuj własnej bramy,
Jeżeli jeszcze zda ci się pilnować —
Wszakże otwarta na oścież... Wiadomo,
Że wchodzi do niej całe Jeruzalem...