Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/081

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


rząd parafii wypasa tutaj swe bydło. Posyłano skargi, ale daremnie... Przecież i z tem można się pogodzić, należy to niejako do idylli — dodaję wesoło.
Na twarzy mej przyjaciółki malowało się zadowolenie.
— Widzę, że znowu Pan jesteś sobą... Ale na mnie czas; trzeba się rozejść.
Pożegnaliśmy się serdecznie, jakby nie zaszło nic pomiędzy nami.
— Na odchodnem jedno słówko...
— Mów Pan.
— Jeżeli raczysz jeszcze mnie odwiedzić, to proszę, bez smutku, ażebym nie zakłócał w sobie uwielbienia dla Pani spokoju, dla tej dumnej, królewskiej bezwzględności, z jaką traktujesz życie...



Grafika na koniec utworu.jpg