Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/457

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
351
WOJTEK SKIBA

Przeobojętny na złoty żar słońca —
Z tej winy nie oczyści żaden mnie obrońca.

L.
Tak! sam to widzę, że jestem ostatni
Z najostatniejszych, że straciłem skrzydła,
Co dawniej rwały mnie z poziomej matni
Ku empirejskim niebiosom... Wędzidła
Nakłada na mnie lada czerń obrzydła
I lada zawód hamuje me loty;
I tak mnie ziemskie okiełzały sidła,
Że nie odczuwam wyższej już tęsknoty,
Że łoże swoje ścielę zdaleka od cnoty!...

LI.
Wszak nawet miłość, ta twórcza potęga,
Czystych rumieńców na moje oblicze
Już nie wylewa... Wszak mi już nie sięga
Do głębi serca żadna Beatrycze...
Jeśli się we mnie rozpalą te znicze,
Wtedy o zgrozo! ściekami kałuży
Pragnę je zgasić... O! wtedy słodycze
Nie płyną dla mnie z lilii albo róży,
Mnie wtedy zapach zielska trującego durzy...

LII.
Jak więc widzicie! jestem bardzo szczery,
Niech to przynajmniej winę mą złagodzi,
Ale na Bacha! na brzemię Wenery,
Na ową Pallas, co się zbrojna rodzi
Z mózgu tyrańskich Jowiszów — nie szkodzi
Wpleść i Amora w bóstw litanię całą,
Co waszą Psyche rozlubieżniać schodzi,
Na wszystkie bogi wasze klnę się śmiało,
Żem nie jest tak ostatni, jakby wam się zdało.