Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/458

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
352
JAN KASPROWICZ

LIII.
Nie wszystko jeszcze zmarło czucie we mnie,
Nie wszystkie jeszcze przygasły płomienie!
Mam ja w swem wnętrzu coś, co mi daremnie
Zwierzęce bodaj rozbudza pragnienie:
Oto ja chciałbym, aby straszne cienie
Nad kolumnami waszych świątnic legły
I, kiedy słodkie zdejmie was marzenie,
Aby się zewsząd dzikie hordy zbiegły
I w waszym Panteonie pożogę rozżegły.

LIV.
Gdy się kościołów waszych zwalą szczyty,
Gdy w rumowiska zmienią się ołtarze,
Posąg Jowiszów kopnąłbym rozbity
I w Apollina i Minerwy twarze
Rzuciłbym ślinę ze śmiechem... Tak! w parze
Z szalonym gniewem szedłby śmiech! Na dzieje
Waszego końca jabym w mściwym żarze
Nie łzę upuścił, jak duch, co boleje,
Lecz śmiałbym się, ach! śmiałbym, jak się szatan śmieje!!!«

LV.
I tyle było tej pieśni... W jej sercu
Zamknął poeta, niby w czaszy świętéj,
Krew swego serca: W wiosennym kobiercu,
Co z czarnej roli i z słońca poczęty,
Trującej woni zzieleniałe męty
Łączą się w jedno z woniami zdrowemi:
Tak i w tych zwrotkach... W ich labirynt kręty
Rozlał duch jego między promiennemi
Falami zdrój, co tryska z podeptanej ziemi...

LVI.
Oto w tej chwili do izdebki wrócił —
Zapewne z lekcyi... Zmęczony, wpółsenny,