Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/456

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
350
JAN KASPROWICZ

Chwaląc swój towar szorstką litanią
Schrypłych wyrazów, albo piaskarz bawi
Dzieciaki, »pia! pia!« wrzeszcząc, aż się oko krwawi.

LXVII.
Tu Wojciech Skiba, śmieszny w swojej nędzy,
Znalazł w izdebce schron Chattertonowy,
Do lotu chciałby wznieść się stąd coprędzéj,
Chciałby tchów świeżych dla płonącej głowy:
Życie go w ciężkie zakuło okowy,
A on daremnie szuka w sobie mocy,
Aby je zerwać... Piekącemi słowy,
Jak skry, gdy pożar gdzieś wybuchnie w nocy,
Złorzeczy swoim losom, swej doli sierocéj.

XLVIII.
Dziś go nie wabią mistrze w spokój płodni,
Którzy z uśmiechem szli przez burze świata,
Bez nienawiści w płomiennej pochodni,
Bez uwitego z skorpionów bata...
Jak błyskawica jego pieśń skrzydlata
W Lucyferowe obleka się dźwięki,
Szarpie i pali — jak wicher, co zmiata
Czerwone kwiecie z wonnej róży miękkiéj,
Jak ogień, gdy weń rzucą suche drzewa pęki...

XLIX.
»W tym chłodzie życia« — pisał — »w tym więziennym
Mroku snać wszystkie straciłem zapały;
Snać dziś już jestem podobien jesiennym
Szronom, warzącym bławat, pozostały
Z dawnej korony jasnej i wspaniałéj
Serdecznych uczuć... Snać-ci już do końca
Będę, jak człowiek, wiecznie strupieszały,