Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/454

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
348
JAN KASPROWICZ

XL.
Bo któż tu z twoich pozostał w chałupie?
On, z którym wiernie dzieliłaś swe losy,
Mąż twój »poćciwy«, nie żyje! Te trupie
Oczy już dawno wyżarły mu rosy,
A syn?... Nie słuchał, kiedyś słała głosy,
Niby ptak chory, by do gniazda wrócił!
Ha! niech mu wszystko przebaczą niebiosy,
Że cię zakrwawił, że cię tak zasmucił,
Że prawie sam do dołu ciemnego się rzucił

XLI.
A teraz do was, kochani ludkowie,
Zwracam to słowo ze serca jedyne:
Nie ważcie sobie tego w swojej głowie,
Jeśli w niej jaką widzieliście winę!
Przebaczcie wszystkie urazy w godzinę
Tę ostateczną! niech ma spokój w grobie —
Choć nikt nie słyszał, by na kogo ślinę
Jakiej zawiści w swego życia dobie
Rzuciła!... Tę jej dobroć rozpomnijcie sobie!...

XLII.
Żegnamy ciebie, ty nasza sąsiadko
I przyjaciółko, po raz ostateczny!
Po drodze ziemskiej, którą tobie gładko
Przebyć nie dano, idź już w kraj ten wieczny,
Gdzie człek cnotliwy nazawsze bezpieczny!...
Czas już wyruszyć« — tak wyrzecze daléj
Głosem, co niby drży, jak blask słoneczny,
Kiedy się kąpie w pomarszczonej fali —
Do ludzi tak wyrzecze, którzy we łzach stali.

XLIII.
I wzięli trumnę i na wóz złożyli,
Na owe snopki dżdżem zroszonej słomy...
I w tego smutku żałobliwej chwili,