Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/452

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
346
JAN KASPROWICZ

Gdy mu na piersiach zacięży, jak belka
I tak je gniecie, że odporność wszelka
Nim się, jak z jajka owy ptak wykluje,
Ginie na zawsze?... Lecz twej krwi kropelka,
Chryste, nędzarzy zbrodnie okupuje
I światłość wiekuistą najgorszym gotuje.

XXXIV.
A ona, wdowa po Bartoszu Skibie,
Choć była zawsze, ni święty Antoni,
Kuszony w puszczy przez licho, co dybie
Na przenajczystszych, pod naciskiem dłoni
Ponurej biedy, przecież się uchroni,
Bywało, zawsze od grzechów śmiertelnych,
Z cierniowym wieńcem na zoranej skroni
Szła zawsze śladem bohaterów dzielnych
A cichych, w bój odważny z hufcem sił piekielnych.

XXXV.
Dziś, wyczerpawszy siły do ostatka,
Padła, jak owa skruszona kolumna,
Nieszczęsna żona i nieszczęsna matka!
Oto już nad nią zamknęła się trumna
Niedługo pośród powszechnego gumna,
Co chowa w sobie ziarna naszych bytów —
Śród świętej ziemi wypocznie... I tłumna
Porośnie trawa na grobie w błękitów
Wiosennych blasku, lśniących u niebieskich szczytów.

XXXVI.
Oto patrzajcie! stary Jan, w sukmanie,
Co juścić dawne, jak to mówią, Greki
Zapamiętała, w środku izby stanie
I wszystkie kąty żegna już na wieki
Imieniem zmarłej: »Juścić w kraj daleki
tak nieznany Rozalia odchodzi,