Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/450

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
344
JAN KASPROWICZ

Były jak heban; dziś zblakły z przyczyny
Deszczów, co, niby rozżalone, rzewne,
Padały przy pogrzebach, ludzkim łzom pokrewne.

XXVII.
Za chwilę drzewce ujmą dłonie silne
I na wiatr puszczą te kawały płótna,
Na których znaki widnieją mogilne:
Śmierć z kosą w ręku, trupia głowa, smutna,
Przerażająca, pustką ócz okrutna,
Pod nią w znak krzyża złożone piszczele —
Ach! na ich widok dusza, ni dąb butna,
Wzdyć mimowoli zatraca wesele
I staje się, jak burzą połamane ziele.

XXVIII.
Otwórzcie pochód, wy starsi z gromady,
Psalm zanuciwszy, jak nam każe wiara!
Czas już wyruszyć! Nie ma na to rady,
Płynie ostatnia godzina z zegara!
Przy chłopskim wózku chudych koni para
Trzęsie się z zimna, nic im nie pomoże
Wełniana derka, wystrzępiona, stara,
Co je okrywa! Dżdżysty wiatr na dworze,
Jak gdyby łzy drobnemi zlewał śmierci łoże.

XXIX.
Chwileczkę jeszcze!... Modlitwę ostatnią
Nad trumną zmarłej bezzębnemi usty
Odmawia jedna z sąsiadek, co bratnią
Spełnia przysługę z nawyku: »Rozpusty
Nie znała żadnej; nie tonęła w tłustéj
Okrasie życia, więc, o Jezu Chryste,
Co na nas patrzysz z Weroniki chusty,
Przyjm ją do Siebie, przez twe łzy kropliste
Królestwa twego bramy otwórz jej wieczyste!