Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/446

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
340
JAN KASPROWICZ

Całuję usta, gładzę splot warkoczy,
Co się po szyi, by wąż jaki, toczy;
Zginam ku sobie i do serca tulę,
Choć od ran strasznych we krwi własnej broczy;
Na krągłych piersiach rozrywam koszulę
I poję się nagością, jak pogańscy króle.

XIV.
I z warg mi bladych płyną słowa pieśni,
Nie wyśpiewanej dziś jeszcze do końca,
Rozczerwienionej, jak kolor czereśni
Kiedy dojrzeje pod działaniem słońca:
Dziś mnie w swojego przemieniłaś gońca,
O ty jedyna! o kochanko moja! —
Przez ciebie stał się ludzkich łez obrońca
Ze mnie, słabego! Gdzie miecz mój i zbroja?
Do walki staję chętny, dłoń mnie wiedzie twoja!...

XV.
Z wszystkich gwiazd uczuć, co na duszy niebie
Zgasły przedwcześnie, jak meteoryty,
Mam jeszcze, gwiazdo najjaśniejsza, ciebie!
Blask twój, z krwi, z jęków i z głodu uwity,
Pierś uszlachetnia, przemienia w błękity
Głębię ponurą, w której zatopiłem
Zadanie życia mojego, przeżyty,
Chory, złamany, przesycony zgniłem
Powietrzem naokoło... Zgrzeszyłem! zgrzeszyłem!

XVI.
Zgrzeszyłem brakiem płomienistej wiary,
Ty mnie oczyszczasz z śmiertelnego grzechu!
Niech mnie odbiegną wszystkich pragnień mary!
Niech ulatują w szalonym pośpiechu!
Ty w ducha mego dojrzałym orzechu
Pozostań jądrem nietkniętem! Potęga