Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/447

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
341
WOJTEK SKIBA

Łzą zroszonego, jak cyprys, uśmiechu,
Co z ócz twych tryska, niech mi w serce sięga
I spaja jego karby, gdy je świat rozprzęga...

XVII.
O zostań przy mnie, dopóki duch boży
Z niebios zamglonych nie spłynie na ziemię
W dnia jutrzejszego promieniącej zorzy,
Duch, co żebraków naodziewa plemię,
Co karmi głodnych, z barów zrzuca brzemię
Nadmiernej pracy, koi łzy dokoła
Ach! i zamyka źródła krwi; co ciemię
Szermierza, piewcy, myśli apostoła
Uwalnia z ostrych cierni, wieńcząc w kwiat ich czoła...

XVIII.
I dziś od świata nie pragnę nic więcéj,
Choć mnie dotychczas samym poił jadem,
Jak ciągle poi tysiące tysięcy,
Tylko, gdy, zbrojna w zniszczenia dyadem,
Śmierć złoży dłoń swą na mem licu bladem
I co znikome we mnie zamknie w grobie,
Niech dobry człowiek, idąc mogił śladem,
Nad moją w szczerej wyszepnie żałobie:
»Tu leży, co wziął Litość za kochankę sobie...«

XIX.
Nie mogę patrzeć, jak się łamią w boju
Dążeń podniosłych najwybrańsze szyki;
Jak myśl, trawiona żarem niepokoju,
Kończy w rozpaczy, by wichura, dzikiéj;
Nie mogę patrzeć, jak gasną promyki
W serc zawiedzionych spochmurniałej głębi;
Jak tłumią dumnych zwycięzców okrzyki
Jęk zwyciężonych, jak stada jastrzębi
Swe szpony zatapiają w kark słabych gołębi.