Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/445

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
339
WOJTEK SKIBA

X.
Ona jest przy mnie! Ona, Litość wielka,
W ucieleśnionych objęciach mnie trzyma;
Jak chemicznego rozczynu kropelka,
Wżera się w serce swojemi oczyma.
Piecze ta rana i pierś się rozdyma
Od tłumom sytym nieznanej boleści;
Lice blednieje, jak trawa, gdy zima
Swe przyjście pierwszą śnieżycą obwieści,
Jak kwiat ostatni, kraśnej pozbawiony treści...

XI.
A przecież, patrzcie! Choć mi szarpie łono
Słowo, co z ust jej wsiąka mi do ucha;
Choć mi się zdaje, że cierni koroną
Skroń mi obwija, gdy, niema i głucha
Na rozkosz ludzką (podobna do ducha,
Co, jak mgła wstawszy z łez i ze krwi świata,
Dla jego ciszy jest ciosem obucha),
Wokół mej głowy swe ręce oplata,
W szczęśliwość moja dusza, w szczęśliwość bogata.

XII.
I rozmiłowan w dziewicy bolesnej,
Jak ów kochanek, gdy go złamią zmysły
U stóp wybranej — jak ów powój wczesny,
Kiedy się czepia gałęzi, obwisłéj
Nad jego kwiatem, z którego wytrysły
Zdroje zapachów, zwracam się w jej stronę,
Chwytam się rąk tych, co mi czoło ścisły,
Otwieram usta i oddech jej chłonę,
Choć jeszcze bardziej pali piersi rozpalone.

XIII.
Padam na ziemię i znów się podnoszę,
W pas obejmuję i, patrząc w te oczy,
Gdzie tak siekące skrzą mi się rozkosze,